Witam wszystkich moich czytelników w tę weekendową sobotę. W ten weekend halloween więc oczywiście wybieram się dziś z kumplami na miasto. Zapewne zaliczymy po drodze kilka klubów. Dziewczyny szykujcie się! Jednak jedyne co mi przeszkadza w wyjściu na podbój sceny klubowej, to moje… pryszcze 🙁 Te spędzają mi sen z powiek. Próbowałem już naprawdę wielu rzeczy, aby poradzić sobie z problemem. Wszystko to oczywiście na nic. Tym razem więc postanowiłem pójść do lekarza dermatologa. Pełen nadziei odwiedziłem go i dostałem od niego lek na receptę, który ma mi pomóc w walce z trądzikiem. Co to za lek? Tetralysal. Niżej opowiem Wam nieco więcej o tym specyfiku, a w dodatku podzielę się z Wami opiniami po jego testowaniu. Łapcie post!

Tetralysal – o leku

Na sam początek należy powiedzieć, że Tetralysal to antybiotyk wydawany na receptę. Co znajdziemy w jego składzie? Substancją czynną tego antybiotyku jest limecyklina. To związek chemiczny, który działa bakteriostatycznie. W efekcie składnik ten blokuje namnażanie się bakterii i ropnych wyprysków. Oprócz tego w leku znajdziemy stearynian magnezu, krzemionkę uwodnioną czyli precypitat, skrobię kukurydzianą czy laktozę. Dzięki tym składnikom mają zniknąć podskórne grudki, cysty, a także ropne nacieki, krosty czy trądzik różowaty. Lek ma także likwidować podrażnienia skóry. To, jak należy brać antybiotyk, lekarz powinien ustalić z każdym z Was indywidualnie. W jednym opakowaniu antybiotyku znajdziemy 16 kapsułek twardych, które należy połknąć. Jeśli chodzi o cenę leku, to ta nie powinna przekroczyć 30 zł. Skoro zatem wiecie już więcej na temat antybiotyku, to teraz przechodzę do jego testowania.

Po pierwszym tygodniu stosowania Tetralysalu

Powiem Wam, że rezultaty na mojej cerze są już naprawdę widoczne. Lek zlikwidował mi te zmiany, z którymi borykałem się do tej pory. Co więcej, rozprawia się powoli ze wszystkimi zaskórnikami. Jeśli chodzi o wydzielanie sebum, to także zauważyłem poprawę. Skóra nie świeci się tak jak przedtem. Może jest lekko przesuszona, jednak nie jest to zbyt uciążliwe ani szkodliwe dla mojej cery. Z niecierpliwością testuję więc dalej.

Po trzech tygodniach stosowania leku

Zacznijmy tę historię od tego, że Tetralysal spowodował to, że… trafiłem do szpitala. Tak jest moi drodzy, jednak od początku. Pamiętacie ten dobry efekt leku, o którym pisałem Wam wcześniej? Ten utrzymywał się nadal, a na mojej twarzy pojawiły się jeszcze lepsze zmiany. Niestety nawet trądzik nie jest wart takich poświęceń. W pewnym momencie brania leku zauważyłem w swoim organizmie duże osłabienie. Wszystkie czynności czy treningi, które do tej pory nie sprawiały mi problemu teraz zaczęły mnie wykańczać. Zacząłem się więc nad tym zastanawiać. Zbagatelizowałem jednak sprawę, a moje samopoczucie uznałem za chwilowe niedomaganie. Wszystko jednak się zmieniło kiedy zemdlałem w tramwaju. Runąłem jak długi i nawet nie pamiętam za bardzo jak do tego doszło. Oczywiście po tym incydencie trafiłem do szpitala na podstawowe badania. Te wyszły jak na mój wiek naprawdę niezbyt korzystnie. Lekarze oczywiście zapytali czy biorę jakieś leki. Gdy przeanalizowali skład Tetralysalu wszystko stało się jasne. To antybiotyk tak mnie osłabił. Nie martwcie się jednak. Dostałem polecenie natychmiastowego odstawienia leku i w zamian za niego miałem brać witaminy i minerały, które mają poprawić wyniki moich badań.

Teraz gdy już stanąłem na nogi po tej fatalnej kuracji przeciwtrądzikowej, to postanowiłem spróbować wyleczyć trądzik, który oczywiście nawrócił, innymi sposobami. Przeglądając Internet znalazłem ciekawą alternatywę, czyli tabletki Nonacne.

Nonacne – o leku

Przede wszystkim zacznijmy od tego, że Nonacne to suplement diety, a nie antybiotyk więc nie ma tak fatalnego wpływu na zdrowie. Po drugie, jego skład jest niezwykle naturalny. Co tam znajdziemy? Czerwoną koniczynę, sarsaparillę (takie zioło), liść pokrzywy, wyciąg z pestek winogron, witaminę C i cynk. Internauci wychwalają ten lek na każdej możliwej stronie internetowej, więc coś musi w tym być. Jednak o tym czy lek działa przekonam się sam. Tabletki kupicie na stronie producenta za 150 zł. W jednym opakowaniu znajdziemy 60 tabletek co oznacza, że starczy nam ono na miesiąc kuracji. Przejdźmy zatem do testów. Nie ukrywam jednak, że po przygodzie z Tetralysalem trochę martwię się czy brać kolejne tabletki. Jednak jak to mówią raz kozie śmierć. Najwyżej jak zacznę się źle czuć, to od razu odstawię lek.

Po pierwszym tygodniu testowania Nonacne

Powiem Wam, że na razie po Nonacne czuję się naprawdę rewelacyjnie. Co więcej, moja cera także zaczęła się poprawiać. Efektem kuracji tabletkami jest, np. to, że lek znacznie ograniczył wydzielanie sebum. Zauważyłem także, że pojedyncze większe, podskórne wypryski zaczęły znikać z mojej twarzy. Z niecierpliwością testuję więc dalej.

Po trzech tygodniach testowania Nonacne

No i w końcu na mojej cerze zauważyłem efekt WOW! Wszystkie drobne zaskórniki zniknęły. Nie widać także większych krost, z którymi kiedyś miałem tak duży problem. Jeśli chodzi o moją cerę, to ta nie jest zbyt przesuszona ani przetłuszczona. Co do blizn, to te zaczęły się powoli spłycać. Sądzę więc, że po wybraniu całego opakowania również się z nimi uporam.

Podsumowując nie polecam nikomu antybiotyku Tetralysal. Ten spowodował wyniszczenie mojego organizmu. Niestety żaden efekt na cerze nie jest tego wart. Szczerze mogę Wam jednak polecić Nonacne. Ten suplement diety jest w stanie naprawdę zdziałać cuda. Nie czekajcie więc i wyposażcie w niego swoją szafkę jeśli Wy także borykacie się z cerą trądzikową. Łapcie link, do strony producenta, na której kupicie produkt: nonacne.pl