Witam Was tą wieczorową porą. Piszę dopiero teraz bo chyba do południa odsypiałem wczorajszy wypad na miasto. Oj działo się! Impreza była niezwykle udana nawet mimo tych moich pryszczy. No ale przecież wypadałoby w końcu zrobić z nimi porządek. Dlatego też postanowiłem przetestować nowy specyfik na cerę, czyli Skinoren. Zanim jednak przedstawię Wam moją opinię o leku, to warto o nim opowiedzieć. Zapraszam do lektury.

Skinoren – o maści

Skinoren, to żel na trądzik dostępny bez recepty. Głównym jego składnikiem jest kwas azelainowy. Jego działanie ma likwidować blizny i przebarwienia, działać przeciwzapalnie i przeciwłojotokowo, a także przeciwbakteryjnie. Lek ma likwidować podskórne grudki, krosty oraz zaskórniki. Na samej ulotce leku możemy jednak znaleźć informacje, że pierwsze efekty w stosowaniu widać dopiero po miesiącu kuracji. Nie jest więc to preparat dla osób, które chcą natychmiastowych efektów. Aby preparat zlikwidował blizny trzeba czekać jeszcze dłużej bo aż 3 miesiące. Żel należy stosować dwa razy dziennie. Jego cienką warstwę wklepujemy w cerę. Jeśli borykacie się z kolei z trądzikiem różowatym to istnieje także maść Skinoren Rosacea, jednak nie o niej tutaj mowa. Tubka leku kosztuje w granicach 30 zł. Teraz przechodzę do ulubionej części czyli testu maści.

Po dwóch tygodniach stosowania

Maść stosuję już dwa tygodnie. Po tym, jak na ulotce przeczytałem informację, że Skinoren potrzebuje sporo czasu na działanie, to nie spodziewałem się po tak krótkim czasie wielkich efektów. Mimo tego myślałem, że lek zacznie chociaż trochę działać. Na razie jednak nie widać na mojej cerze żadnych zmian, nawet tych najmniejszych. Smaruję twarz codziennie zgodnie z zaleceniami na ulotce, a mimo to mam wrażenie, że maść nie robi dosłownie nic. No cóż, trudno, testuję więc dalej.

Po miesiącu stosowania

Po miesiącu kuracji liczyłem na efekty. Tutaj jednak przeliczyłem się po raz kolejny. Lek w ogóle nie działa na moją cerę. Ani nie ogranicza wydzielania sebum, ani nie zlikwidował pojawiających się zmian. Wcześniejsze maści, które testowałem przynajmniej przyspieszały gojenie. Skinoren jednak nie zrobił nic. Po raz kolejny z przykrością muszę więc stwierdzić, że maść ląduje w koszu jako bubel.

Skoro Skinoren nie zadziałał na moją cerę, to stwierdziłem, że warto zamienić maść na inną. Tym razem jednak postanowiłem skłonić się do leku w innej postaci i tak znalazłem tabletki Nonacne.

Nonacne – o tabletkach

Suplement diety Nonacne, to nowość na rynku. Tabletki w swoim składzie posiadają czerwoną koniczynę, sarsaparillę, liść pokrzywy, wyciąg z pestek winogron, witaminę C i cynk. To naprawdę bardzo naturalny skład w porównaniu do innych tabletek, które mają na celu walczyć z trądzikiem. Tabletki mają rozprawiać się z zaskórnikami, podskórnymi grudkami, krostami, ropnymi zmianami oraz bliznami i przetłuszczającą się cerą. Miesięczna kuracja Nonacne kosztuje 150 zł. Producent radzi, aby dziennie przyjmować dwie tabletki suplementu, a w opakowaniu znajdziemy ich 60 sztuk. Czy lek jednak jest skuteczny? Zacznijmy od tego, że suplement ma naprawdę bardzo dobre opinie w sieci. To właśnie one zachęciły mnie do wypróbowania. Zanim jednak wydam ostateczny osąd, chciałbym samodzielnie przetestować Nonacne. Od jutra zaczynam więc łykać tabletki. Trzymajcie kciuki za pozytywne efekty!
Po tygodniu stosowania tabletek Nonacne

Tabletki stosuję już od tygodnia, a muszę Wam przyznać, że zauważyłem już pierwsze efekty. Przede wszystkim tabletki ograniczyły wydzielanie sebum. Moja cera nie świeci się tak jak do tej pory. Co więcej, widzę także, że te zmiany, które były na mojej twarzy wcześniej, zaczęły szybciej się goić. Nie wyskakują mi już także nowe krosty ani zaskórniki. Jeśli chodzi o blizny, to nie zauważyłem, aby te zaczęły się spłycać i wybielać. Na to jednak mam nadzieję, że przyjdzie jeszcze pora. Z niecierpliwością więc testuję suplement dalej.

Po trzech tygodniach stosowania Nonacne

Nie wybrałem nawet całego opakowania tabletek Nonacne, a już jestem niesamowicie zadowolony z efektu. Przede wszystkim nie pojawiają się już na mojej twarzy nowe pryszcze. Nie mam także na niej żadnych zaskórników, a blizny znacznie się wybieliły. Moja cera w końcu jest gładka i wygląda na naprawdę zdrową. Oczywiście mam zamiar dokończyć moje opakowanie tabletek, a co więcej, zamówiłem już kolejne pudełko. Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że w końcu znalazłem lek, który naprawdę działa na moją cerę i sprawia, że ta wygląda rewelacyjnie.

Skoro Nonacne podziałało na moje problemy, to może wyleczy także i Ciebie? Jeśli chcesz się przekonać, to koniecznie zamów swoje opakowanie. Oczywiście po całej kuracji podziel się efektami w komentarzach na moim blogu.

Jeśli masz zamiar zamawiać Nonacne, to pamiętaj o tym, że najlepiej zrobić to na oficjalnej stronie producenta: nonacne.pl. Tylko wtedy masz pewność i gwarancję, że dostajesz oryginalny produkt.