Kogo bawią żarty o trądziku?

Nie wiem, czy przejmowałbym się aż tak stanem mojej cery, gdyby nie moi hmm „kumple”. Miałem akurat to „szczęście”, że w paczce najbliższych znajomych jako jedyny miałem problem z trądzikiem. Jako facet starałem się przed innymi totalnie olewać tę sprawę i nie pokazywać po sobie, że w jakikolwiek sposób mnie to ogranicza. Ale jest jak jest. Nie bez powodu nie prześcigałem się z nimi w podrywaniu lasek. Mimo, że tak ogólnie nie uważam się wcale za jakiegoś ostatniego – jestem wysoki, dobrze zbudowany – to przez te wszechobecne pryszcze nie mam zupełnie pewności siebie. Nieśmiałość totalnie mnie paraliżuje, nie wyobrażam sobie podejść do żadnej dziewczyny, skoro wiem, że w pierwszej kolejności ona zwróci uwagę właśnie na moją pryszczatą gębę :/

Tak twierdzili moi „kumple”. Nie zliczę ile razy kazali mi „zrobić coś ze sobą” bo żadna na mnie nie spojrzy. Moje informatyczne zainteresowania były łączone z tym, że całe życie siedzę przed kompem, więc pewnie nawet nie widzę się w lustrze. A powinienem, bo.. bla bla bla Bo to ohydne, bo okropne, bo pewnie się nie myję. I tak w kółko, niekończące się docinki – niby żarty, ale mnie nie bawiły. nie macie pojęcia :/ Czy macie?

W każdym razie, z jednej strony narobili mi masę kompleksów, z drugiej… faktycznie stało się to impulsem, by doprowadzić się do porządku. Nie chodzi już nawet o laski. Kto ma problem z trądzikiem, ten wie, że chociażby poranne golenie się sprawia trudność :/

Zapisałem się na wizytę do dermatologa i odczekałem swoje w kolejce takich samych jak ja z – jak to się ładnie mówi – cerą problematyczną. W sumie chwilowo mnie to podniosło na duchu, że nie jest z problemem sam. A z drugiej strony – skoro są takie długie kolejki do dermatologów, to czy są w ogóle jakieś skuteczne środki?

Lekarz nie był zbyt rozmowny. Popatrzył, popatrzył, prawie wcale nie skomentował tylko zapisał jakieś leki i kazał przyjść jak się skończą. Przez miesiąc łykałem tabletki, smarowałem wytrwale maścią wszystkie miejsca, które dotknął trądzik i… nic. Serio. Nie widziałem różnicy. W Internecie przeczytałem, że często tak się właśnie zdarza – że pierwszy dobrany lek nie zdaje egzaminu. Niejednokrotnie trzeba kilka razy próbować nim trafi się na jakiś dobry – widocznie mimo że powszechny, trądzik jest bardziej indywidualną kwestią niż sądziłem :/ Prawie się już pogodziłem z całą serią wizyt u dermatologa i nieskończoną ilością wypróbowanych leków. Jutro mam kolejną wizytę, ale jestem dość zniechęcony. Wam coś pomogło?

3 comments on “Kogo bawią żarty o trądziku?”

  1. zielony napisał(a):

    no ogolnie to ciezko się z tym cholerstwem walczy :/

  2. mariolka.polka napisał(a):

    jest taka fajna maseczka z drożdży na trądzik. Znajdę przepis i wam napiszę

  3. Jaku napisał(a):

    Żadne tam maseczki, trzeba coś konkretnego!! Też się wybieram do lekarza, bo tak samemu to bez sensu chyba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *