Cilndacne, czyli jakie efekty przyniósł

Cześć i czołem witam ponownie! Nie było mnie tutaj jakiś czas jednak to wszystko z racji tego, że byłem na wakacjach. Tak jest moi drodzy gorące słońce Chorwacji! Było niesamowicie: ciepła pogoda, drinki z palemką, dziewczyny w bikini, ja i… mój trądzik! 🙁 Niestety podczas wakacji problem się nasilił. Czytałem na różnych stronkach internetowych i próbowałem dojść tego od czego taki wysyp. Nie wiem czy to kwestia zmiany klimatu, czy wysokiej temperatury. Co prawda muszę być ze sobą szczery, że jeśli chodzi o pielęgnację na wakacjach to trochę się zaniedbałem. Wiadomo imprezy do rana, nie pamięta się o regularnym myciu i oczyszczaniu twarzy. Gdybym jednak wiedział jakie efekty to przyniesie to na pewno zachowałbym się inaczej. No ale niestety. Mądry Polak po szkodzie. Dodatkowo używki, czyli alkohol i papierosy zrobiły swoje. Po powrocie więc zacząłem od nowa moją walkę z trądzikiem. W tym celu poszedłem do nowego dermatologa i dostałem od niego Clindacne.

Clindacne jest lekiem na receptę. Nie są to jednak tabletki tylko preparat do smarowania miejscowego. Jak jest napisane w ulotce preparat należy stosować według zaleceń lekarza. U mnie było to raz dziennie na wieczór. To co w leku powinno pomóc to tzw. klindamycyna. Jest to antybiotyk, którego działaniem jest hamowanie syntezy białek bakteryjnych. W efekcie lek ma uniemożliwiać wzrost i namnażanie się komórek bakteryjnych. Poczytałem trochę opinii o tym produkcie i muszę powiedzieć, że te pozytywnie mnie do niego nastawiły. Wiązałem z nim duże nadzieje szczególnie po tym moim powakacyjnym wysypie. Jeśli chodzi o cenę produktu to ta również jest całkiem przystępna. W sumie wychodzi ok. 22 zł za maść. Dobra więc zaczynamy smarować. Minął tydzień od rozpoczęcia stosowania, a ja zauważyłem, że nowo powstałe zmiany zaczęły się zmniejszać. Nadal pojawiały się ropne wypryski jednak po potraktowaniu ich maścią na następny dzień były o wiele mniejsze. Lek fajnie goi, to na pewno. Z niecierpliwością czekałem więc na dalsze efekty. Minął drugi tydzień i nadal to samo, czyli wysyp taki jak wcześniej tylko po nałożeniu maści zmiany goiły się szybciej. Trzeci tydzień za pasem, a ja nadal miałem trądzik. Wiem, że na efekty czasem się czeka jednak denerwuje mnie moja twarz w tych gejzerach. Jestem w gorącej wodzie kąpany dlatego postanowiłem sięgnąć po coś innego. Poczytałem w Internecie i znalazłem Nonacne.

Wiele osób pisze, że ten produkt naprawdę działa cuda. Jest to suplement diety, który ma na celu zlikwidowanie istniejących zmian ale także zapobieganie powstawaniu nowych. Produkt nie skupia się wyłącznie na trądziku. Ci z Was, którzy borykają się z wągrami czy małymi niedoskonałościami mogą śmiało po niego sięgnąć. Przekonało mnie na dobrą sprawę jedno: widziałem zdjęcia po stosowaniu przed i po. Powiem Wam tylko jedno: o takich efektach marzy każdy kto boryka się ze skórą trądzikową. Zero zmian, zaczerwienień i przebarwień. Cera ma być gładka jak nigdy przedtem. Zachęcony dobrymi opiniami kupiłem produkt. Jestem mężczyzną więc trafiają do mnie konkretne argumenty. Kupując ten lek wiedziałem o ty, że w ten sposób zadziałam na trądzik od środka. Maści, maściami jednak problem leży przecież w głębszych warstwach skóry gdzie kremy mogą nie docierać. Pierwszą więc zaletą produktu będzie to, że jest on w tabletkach więc działa od wewnątrz. Druga to cena. Jeśli produkt poradzi sobie z moimi problemami tak jak gwarantuje to producent, to koszty jakie wydam na kurację są nieporównywalne. Kolejnym plusem może być także to, że Ci z Was lub te z Was, które mają trądzik na tle hormonalnym również mogą sięgnąć po ten preparat. Producent zapewnia, że radzi on sobie także z tym rodzajem trądziku. A drogie panie ekspertem nie jestem ale jeśli już coś łykać to chyba suplement diety będzie lepszy niż antybiotyk czy antykoncepcja. Kolejny plus to całkiem naturalne składniki: witamina c, wyciąg z liści pokrzywy i pestek winogron czy czerwona koniczyna. Ostatnim plusem jest fakt tego, że lek jest dostępny bez recepty. W przeciwieństwie do Clindacne nie musicie stać w kolejce do lekarza, aby otrzymać receptę i wykupić lek. Wystarczy wejść na stronę internetową, wrzucić do koszyka i gotowe. Produkt możecie kupić, tak jak już wspominałem, na oficjalnej stronie internetowej nonacne.pl. Z tego co wiem to na innych stronach pojawiło się już mnóstwo bubli i podróbek, więc lepiej wejść na stronę producenta i właśnie z niej zaopatrzyć się w suplement. Wszystko wydaje się wyglądać pięknie jednak zrażony próbą z Clindacne nie nastawiałem się na rewelację. Zacząłem więc łykać produkt. Minął tydzień i efekty delikatnie widoczne. Krosty zaczęły pojawiać się tak jakby rzadziej? Ale nie chciałem zapeszać. Stosowałem więc dalej. Mija drugi tydzień i jest coraz lepiej. Ewidentnie widać efekty po kuracji. W przeciwieństwie do Clindacne na efekty nie trzeba czekać długo. Widać je już po pierwszym tygodniu stosowania. Minął miesiąc od stosowania tabletek. I jak myślicie…?

….W końcu mogę to powiedzieć: moja cera wygląda rewelacyjnie! Jeżeli mam być szczery to nie spodziewałem się aż takich efektów. Te są naprawdę wow. Duże, ropne zmiany, które miałem się zmniejszyły, a nowe prawie w ogóle się nie pojawiają. Cera mniej się świeci, przebarwień praktycznie nie widać, a jak są to znikają z prędkością światła. Teraz wiem, że jak będę stosować Nonacne jeszcze dłużej to może dotrę nawet do mojego wymarzonego stanu cery, czyli twarzy bez wągrów i drobnych, podskórnych zmian na czole. Ale nie ma co zapeszać. Póki co jednak Clindacne wyrzucam do kosza i przerzucam się na Nonacne. Niedługo kończy mi się mój zapas, więc pora kupić kolejne opakowania.

Tym samym zachęcam Was do wypróbowania. Skoro mnie pomogło to może i z Waszym trądzikiem sobie poradzi. Oczywiście standardowo czekam na Wasze komentarze po zastosowaniu leku. Dajcie znać czy u Was tez się sprawdził. Trzymajcie się! 🙂